Zbliżał się późny wieczór.
Księżyc wydostał się za chmur, cień osiadł na ogrodzeniu
Młody poeta ruszył za nim.
Złapał ją przy bramie.
Miał zamiar ją pocałować,
lecz jej zęby brzęczały jak w pułapce.
Z niesamowitą mocą powaliła go na trawę. . .
Trzymała go tak mocno, że ledwie mógł złapać oddech.
Jego serce biło jak szalone,
a krew wrzała wewnątrz.
„Na wszystkie świętości, wypuść mnie! ”
Coś warknęła i ugryzła go w szyję.
Księżyc zniknął.
Księżyc wydostał się za chmur, cień osiadł na ogrodzeniu
Młody poeta ruszył za nim.
Złapał ją przy bramie.
Miał zamiar ją pocałować,
lecz jej zęby brzęczały jak w pułapce.
Z niesamowitą mocą powaliła go na trawę. . .
Trzymała go tak mocno, że ledwie mógł złapać oddech.
Jego serce biło jak szalone,
a krew wrzała wewnątrz.
„Na wszystkie świętości, wypuść mnie! ”
Coś warknęła i ugryzła go w szyję.
Księżyc zniknął.
0
0
12 odsłon