Zbliżał się późny wieczór. Księżyc wydobył się z chmur, a cień osiadł na ogrodzeniu. Młody poeta ruszył za nim.
Złapał ją przy bramie. Miał zamiar ją pocałować, lecz jej zęby brzęczały jak w pułapce. Z niesamowitą mocą powaliła go na trawę. . .
Trzymała go tak mocno, że ledwie mógł złapać oddech. Jego serce biło jak szalone, a krew wrzała wewnątrz.
„Na wszystkie świętości, wypuść mnie! ”
Coś warknęła i ugryzła go w szyję. Księżyc zniknął.
Złapał ją przy bramie. Miał zamiar ją pocałować, lecz jej zęby brzęczały jak w pułapce. Z niesamowitą mocą powaliła go na trawę. . .
Trzymała go tak mocno, że ledwie mógł złapać oddech. Jego serce biło jak szalone, a krew wrzała wewnątrz.
„Na wszystkie świętości, wypuść mnie! ”
Coś warknęła i ugryzła go w szyję. Księżyc zniknął.
0
0
8 odsłon