Przejdź do treści

Poranek nad Soliną

Świat
Wyspo mych snów, koszmarów wiecznych wołasz zamglonym horyzontem. Wyciągasz rękę z tak dalekich stron swych układasz myśli w marzeń głębi wątek nie poskromionych żądzy stawiasz nowe tory. Przemowa wiatru w tak puchowym lśnieniu baśni jest mlecznym matki kołysaniem. Gdy więc podchodzi słońca się wzbraniając I lekko sunie z falą piosenkę nucąc, rozbawia, kusi czysto krople młócąc niby rusałka stu wybranych gwiazdek na swym kochanku całą noc skupiona rozmywa nagle, gdzieś w dali odchodząc patrzy w ostatnie odbicie zmącone. żegna go płaczem rankiem powitana twarz zasłaniając szalem bramy niebios. Do następnego zmierzchu czeka nań z miłością Co dzień gdzie indziej lecz ciągle pamięta to miejsce gdzie razem na zawsze spoczną to miejsce gdzie u stóp on zawsze klęka.
53 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie