W mojej winnicy

Jakim lekarstwem jesteś dla mych uszu,

Piękny szmerze, dźwięku, głosie,

Barwnych tonów wspaniały pióropuszu,

Spływających po porannej rosie.



Wybudziłaś mnie ze snu Nimfo cudna,

Twój śpiew ciągnie tak do ogrodu,

Którego pielęgnacja - sztuka trudna,

Nie była znana dotąd nikomu...



Wspaniałą woń mają te cudne kwiaty

Orchidee, Astry, Lilie, Konwalie, Róże,

Lecz milkną te wszystkie piękne rabaty,

Bo przy Tobie to jedynie pachnideł kałuże.



Błądzę więc ogrodu krętymi ścieżkami,

By odnaleźć tu Ciebie w końcu,

Wyczuwając obecność Twoją czasami,

Za nosem podążam ku Słońcu.



A ono dogrzewa czarne owoce,

Do połysku jak źrenice twych lic,

Mieniących się w te ciemne noce,

Nie pozostawiające po sobie już nic.



Zimorodek tak przenika szuwary,

Jak Ty się ukazałaś ulotnie,

Jak w stawie Łabędź bez pary,

Tak bez Ciebie się czuję samotnie...



Twe zgrabne dłonie zrywają grona,

Mych winogron rosnących w chaosie,

Niech Twój pocałunek rzeczy dokona,

Niech mą klątwę spali na stosie.



Już czuję dotyk Twój prawie,

Delikatny, jak jesienny liść,

Upadający cicho w trawie,

Smagający winogrona kiść.



Dlaczego nikniesz wówczas samotna,

Czy za coś jesteś na mnie zła,

Rozpływasz się, jesteś ulotna,

Jak na wiosnę poranna mgła...
0 0
4 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

2 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie