Leśną ścieżką...
Wieczorem przechadzam się leśną ścieżką
I wspomnienia nieustającą podtrzymują myśl
Jak tęsknota za tym co wygasło…
Jakby serce bić przestało…
Jakże krótkie me chwile z jedną osobą
Odmieniły bieg wszystkiego istnienia mego sens
Zatapiam się w nieosiągalnym westchnieniu
Wschodzącego Słońca…
Ucichło wzburzone niebo i modlitwy jak martwe słowa
Nie docierają w serce w tym zepsutym świecie…
Wykuty posąg Jej miłości a wraz z nim poezja tego życia
Bezpowrotnie zostawiła ślady których nie powinno dziś być
W mym kruchym od bólu sumieniu…
Gwiazdy nie chcą patrzeć w moje oczy i płaczą wstydliwie
Za moją duszą splamioną złem i tym z czym walcze ze łzami
W oczach…
Troskliwy przyjaciel spoglądając na mnie kiwnie głową
Lecz nie czeka już świtu straconych nadziei i marzeń…
Umrzeć godnie i żyć spokojnie te dwa słowa zapiszą się
Na ziemskich rozdrożach oceanu miłości…
I wspomnienia nieustającą podtrzymują myśl
Jak tęsknota za tym co wygasło…
Jakby serce bić przestało…
Jakże krótkie me chwile z jedną osobą
Odmieniły bieg wszystkiego istnienia mego sens
Zatapiam się w nieosiągalnym westchnieniu
Wschodzącego Słońca…
Ucichło wzburzone niebo i modlitwy jak martwe słowa
Nie docierają w serce w tym zepsutym świecie…
Wykuty posąg Jej miłości a wraz z nim poezja tego życia
Bezpowrotnie zostawiła ślady których nie powinno dziś być
W mym kruchym od bólu sumieniu…
Gwiazdy nie chcą patrzeć w moje oczy i płaczą wstydliwie
Za moją duszą splamioną złem i tym z czym walcze ze łzami
W oczach…
Troskliwy przyjaciel spoglądając na mnie kiwnie głową
Lecz nie czeka już świtu straconych nadziei i marzeń…
Umrzeć godnie i żyć spokojnie te dwa słowa zapiszą się
Na ziemskich rozdrożach oceanu miłości…
0
0
1 odsłon