Przejdź do treści

V

I w tą i z powrotem, Jak dzwon się huśta. Medalion srebrny, Z Nim się porusza. Huk i grom gromko dudni. Odbija się echem, W mych uszach, niczym w studni. Czas się wydłuża i wydłuża się męka. Czuje go, a w mózg mi się wkrada myśl jak szkarada, Że to się nie skończy, że to wieczność, że nawet śmierć przegrała, Bo ją proszę i błagam i lament do niej wznoszę, a ona nawet tu zerknąć nie chciała. Czuję ciężar na sobie i ciepło oddechu, acz zimne są ręce jego. A czas… A czas się wydłuża. Jak płacz mój nieskończenie głośny, tak czas krzyczy, bo ktoś rozciąga mu kości, I ścięgna, i mięśnie, i skórę, i organy i tkanki wszelakie naciąga jak nić na krośnie. Fizyczny ból już odjęty, bo ten czasu pan zaspokojony, czar uważa za cofnięty. I znów wraca sekunda do normalności, a czasu wstrzymany strumień, Uderza we mnie w swej gwałtowności. I choć to już koniec dla niego, Dla mnie zaczyna się dopiero. Czas wcale nie jest niepowstrzymany. W głowie mej wciąż pętlą zatrzymany, Odtwarza w kółko te same obrazy. Zatrzymać chwilę i pochwycić ją - To życzenie kochanków, ale dla mnie jest to wyrok demonów - krąg piekielny.
50 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie