Przejdź do treści

Zwyczajna miłość

Jesień w roku jesieni życia...
Coś niezwykłego?... zaduma trwa...
Nie mam teraz długiego bycia,
a ciągle nie wiem, jak miłość ma

usłużnie się dzieli, gdy trzeba -
dwoi, z czasem potraja, mnożąc
postacie, co dość mają chleba
tego uczucia - głodu nie bojąc.

Chleb tu przyzywam, gdy na nektar nie stać.
W duszy pozostał obraz Rodzicieli,
co sami nie mając - dużo chcieli dać.
Niech Ich w Niebiosach witają Anieli...

Chleb ten powszedni - niezwykły jak woda.
Gdy masz go dosyć nie pragniesz już w cale.
A gdy zabraknie? Kto ci kromkę poda?
Miej miłość zwykłą w pamięci i chwale...

Dzień za dniem mija, powrotu brak...
Co chciałbyś zmienić? ... zaduma trwa...
No, tak troszeczkę..., powiem to tak:
chciałbym zobaczyć, jak miłość ta

czasem napotka przyjazny gest .
Drobny, niewielki... o! Banalny,
nie musi zaraz być jakiś fest,
wystarczy czuły, nie pochwalny.

Gest tu przyzywam, gdy na ukłon nie stać.
W duszy pozostał obraz Rodzicieli,
co sami nie mając - dużo chcieli dać.
Niech Ich w Niebiosach witają Anieli...

Gest jest codzienny, przejrzysty jak woda,
Gdy widzisz go ciągle, nie widzisz go w cale.
A gdy zabraknie? Kto ci rękę poda?
Miej miłość zwykłą w pamięci i chwale...

(Mąż, ojciec i dziadek) 02.12.2007
43 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

4 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie