Tęsknoty zupą karmię
Tęsknoty zupą karmię
Swoje martwe ciało
Promieniami bólu przeszyte do cna.
W obłędzie jedyna pociecha
Bo któż zapyta wariata
Czemu jego oczy martwe są jak żar
Co z płonącego pieca wypadł?
On jest mym kolorem
Pragnieniem Nieskończoności
Wiecznym podążaniem w bezkresie Niespełnienia
Powodem mego Niedoumierania.
Ktoś w plecy mi ją wbił
A ja nieświadomie zalepiłam ranę
A w niej bezustanne Samoudręczenie
Spowodowane brakiem sensu.
Sadystka dręcząca samą siebie?
Trudno przecież uwierzyć
By czyjś Urojony obraz
Tak zachłannie pożerał duszę...
Swoje martwe ciało
Promieniami bólu przeszyte do cna.
W obłędzie jedyna pociecha
Bo któż zapyta wariata
Czemu jego oczy martwe są jak żar
Co z płonącego pieca wypadł?
On jest mym kolorem
Pragnieniem Nieskończoności
Wiecznym podążaniem w bezkresie Niespełnienia
Powodem mego Niedoumierania.
Ktoś w plecy mi ją wbił
A ja nieświadomie zalepiłam ranę
A w niej bezustanne Samoudręczenie
Spowodowane brakiem sensu.
Sadystka dręcząca samą siebie?
Trudno przecież uwierzyć
By czyjś Urojony obraz
Tak zachłannie pożerał duszę...
0
0
5 odsłon