Tęsknoty zupą karmię

Tęsknoty zupą karmię



Swoje martwe ciało



Promieniami bólu przeszyte do cna.



W obłędzie jedyna pociecha



Bo któż zapyta wariata



Czemu jego oczy martwe są jak żar



Co z płonącego pieca wypadł?







On jest mym kolorem



Pragnieniem Nieskończoności



Wiecznym podążaniem w bezkresie Niespełnienia



Powodem mego Niedoumierania.







Ktoś w plecy mi ją wbił



A ja nieświadomie zalepiłam ranę



A w niej bezustanne Samoudręczenie



Spowodowane brakiem sensu.







Sadystka dręcząca samą siebie?







Trudno przecież uwierzyć



By czyjś Urojony obraz



Tak zachłannie pożerał duszę...
0 0
5 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

9 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie