Przejdź do treści
Kiedy idę leśną ścieżką, I zrywam tę nić delikatną, Widzę trud twój mozolny Z jakim utykałeś go pajączku. W oddali, pomiędzy pniami, Dostrzegam też strach twój W oczach, na mój widok ludzki, Sarno w bezruchu zastygła. I tę ciekawość twoją podzielam, Wysoko na niebie będącą, Kiedy szybujesz patrząc na mnie, Czarnopióry wspaniały kruku. Wdychając ten dym papierosa Czuję twój moment odetchnienia Między młotem a kowadłem Życia codziennego pielęgniarko. Gdy podajesz mi starcze swą dłoń, Czuję twoje lata przebyte, Tęsknotę za starym porządkiem I marzenia dawno utracone. Patrząc się na mnie dziewczyno I ja widzę oblicze Twoje, Pożądliwe i płoche zarazem, Z rozerwanym świeżo sercem. Gnając w tłumie, ojcze rodziny, Słyszę twoje myśli splątane Zagubione i naprędce sklecone Pomiędzy bliskimi a obcymi. Smakując chleba porannego, Wiem jak ręce twoje zmęczone Zrobiły go, jak wiele poprzednich, Matko sześciorga dzieci. Tyle jest światów wokół nas Wielkich i maluczkich, Mijanych często bezpowrotnie, A my ślepi nie widzimy nic. Kai, 2023 r.
70 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie