Karczmo! Ojczyzno moja! Ty jesteś jak zdrowie,
Ile trzeba cię cenić, ten tylko się dowie,
Kto rano, po hulance, z bólem głowy wstaje
I przysięga, że więcej kieliszka nie daje.
Dziś wdzięk twój w pełnej szklance widzę i opisuję,
Bo za dawnym toastem wciąż serce tęsknuje.
Panno Święta, co bronisz piwnicznej spiżarni
I świecisz nad szynkarzem pośród nocnej gwarni!
Jak mnie, dziecko, poiłaś kompotem łaskawie,
Tak nas racz dziś zachować przy rozsądnej zabawie.
Niech miód płynie powoli, niech się pieni piwo,
Lecz niech każdy do domu wróci zdrów i żywo.
Tymczasem przenieś duszę moją utęsknioną
Do tych stołów biesiadnych, obrusem nakrytych,
Gdzie bursztynowa nalewka błyszczy między szkliwem,
A ogórek się zieleni nad kuflem cierpliwym;
Gdzie gospodarz podnosi kieliszek wysoko,
Lecz rozsądek mu patrzy nieustannie w oko:
„Pij za przyjaźń, nie za zgubę” mówi głosem szczerym,
I wodę stawia obok, będąc wodzirejem.
18 odsłon