Przejdź do treści
Siedzę na ławce, słońce już zaszło, na niebie szukają się gwiazdy, a ona siedzi mi na kolanach, obściskuje, obłapuje i wzdycha i zaraz powie, niech tylko tego nie mówi, zaraz otworzy usta i powie, jak to bardzo lubi się do mnie przytulać. Nie, tego miałaś nie mówić, nie taka była umowa. Jak bardzo mnie lubisz i być ze mną, sratata. Sąsiadka przechodzi i krzyczy na swojego psa, "Sonia! Sonia!" Ja tylko wyszedłem z domu, bo czułem się przez chwilę sam, teraz nie zmieniło się zbyt wiele. Tylko przez chwilę jak ją dotykałem, na chwilę udało się o tym zapomnieć, na krótką chwilę i tylko zapomniałem. Na moment myśli przeniosły się bezmyślnie, z głowy do rąk i było dobrze. Ale nie było tam spokoju, na chwilę tylko zapomniałem. A starsza sąsiadka zawzięcie szuka tego psa, i ciągle krzyczy te pierdolone, dostojewskie "Sonia, Sonia!" Kochana Sonia.
53 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie