Przejdź do treści
Czytanie

Obywatele wyklętego miasta

Melancholia
Płynę nad miastem mym, wsłuchując się w muzykę ulicy, chowając swą duszę za dymem z kominów, wciągając przy tym pył węglowy niczym powietrze. Już postanowione, odpocznę tu, raczę rozmową samego siebie. Resztki cegieł pozwalają mi usiąść na sobie. Będzie co podziwiać z tej hałdy. Owszem. Włosy unoszą się wraz z oparami znad Rawy. Czas zapalić świeczkę, za tych odeszli. Tylko za kogo? Za tych co nie żyją lub umierają przez to miejsce? Czy z nas? Błądzący brudnymi ulicami, tej wykorzystanej krainy tysiąca kominów? Nie wiem, nikt nie wie. Władza kąsa się wzajemnie mając nas za zwykłych pariasów. Świeczek też już nie palą, Bóg umarł a świeczki się złamały. Taka kolej losu w mieście gdzie obok szybu kopalnianego, nastoletnie panny oddają się za jeansy właścicielowi Audi A 8. Cóż poradzić. Miasto przeklęte. Obywatele wyklęci. Nienarodzeni rzec można. Róbcie co chcecie, ja jednak zapalę. A gdy umrę to niech spłonę w jednych z tych kopalnianych pieców, znów unosząc się nad tym miastem, z wielkim żarem w mym sercu familokowej cegły.
82 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Menu

Dodaj utwór

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać utwór.

Dodaj utwór

Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie