linia sześć...

Linia sześć przez miasto mknie...

Różni ludzie, różne głowy,
Tu nikt nie jest standardowy.
Z Miłostowa mknie szósteczka,

Mija domy i miasteczka.



Tam gdzieś w dali szpital duży

Gdzie się rodzą nam łobuzy.

Pierwsze rondo to jest Śródka,

Tu krzyżuję się liniówka.

Obok szkoły dwa przystanki,

Tam w oddali twarz Maltanki.



Tu wsiadają nam bobasy,

Czy też chłopcy z pierwszej klasy

Gdzie w radości i uśmiechu

Mkną ze szkoły do ogrodu
…tam gdzie pełno jest wigoru.



Nieco dalej Polibuda
Tu już więcej linii myka


Zegar z datą coraz bardziej

Niebezpiecznie szybko tyka.



Tik tak, tik tak


Tu tramwaje różnorodne
Duże, małe choć wygodne
Zielonawe, kolorowe,

Są też i dwu wagonowe.



Jedne niskie bez schodeczka,

Inne wyższe z jednym stopniem,

Są też takie jak szósteczka

Co tych schodów ma trzykrotnie więcej.



Jadę dalej
Już Rataje; choć to Rondo myśleć daje
Pełno świateł, dróg i strzałek,

Gdzie mam jechać, jak mknąć dalej?



Zegar nadal mocno tyka


Czas przypłacić tę wycieczkę,

Odbić bilet za dwójeczkę
Skręcam w prawo
Mijam centrum

Tu gdzie młodość kwitnie życiem,

Tu gdzie w nocy mimo mrozu

Deptak zawsze tętni życiem



Sama radość tu króluje

Uśmiech, szczęście, młodość
Zegar nadal mocno tyka


Aby dalej mieć wycieczkę,

Znów odbijam za dwójeczkę

Zielonawy, fioletowy mój bilecik kartonowy.

Zegar tyka coraz bardziej


Teraz na most wjeżdża ona..

Tu na dole składam czoła

Taxi, pociąg, bus i ...


Już z oddali widać Targi.

Tu się widzą nieco starsi,

Biznesmeni, ludzie z klasą

Są też tacy tylko z kasą,

Którzy patrzą jak w te pędy

się dorobić,

Uwić pędy

Czy to schyłek mojej linii?

Nie, nie teraz moi mili
Skręcam w lewo i co widzę


Znów mi przyszło odbić bilet.



Czas już tyka coraz głośniej
To już robi się nie znośne


Tuż na prawo widzę szpital,

To już miejsce mniej wesołe
Jakaś pani się boryka,

Bo wysoko wejść nie może


Znowu stopień jeden, drugi


A...


Zegar nadal mocno tyka

Choć już ciszej, jakoś słabiej


Czas na trasę wrócić dalej
Na Grunwaldzie stare tory,

Głośniej rzęzi motorowy,

Stukot jednak co raz rzadszy

Niczym serce starszej babci.

Już na pętlę czas dojechać

Jeszcze spojrzę w prawe okno,

Przyjże się jak świeci słonko
Spojrzę w niebo, jego błękit


Ding dong pętla mówi głośnik

Junikowo mnie już gości


Moja droga skręca w prawo,

Innej ściezki dla mnie nie ma

Wchodzę w bramę jak ku słońcu,

Niby las niby park

Choć marmurów tu nie miara

Każdy inny

Różni ludzie, różne głowy

Tylko bezdźwięk standardowy



Nawet zegar już nie tyka
0 0
6 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

7 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie