Bez odpowiedzi.
Na kosmicznych przestrzeniach ino myśl nie błądzi,
Zmierza w miejsca wybrane tak jak umysł sądzi.
Kiedy zmierzchem zapada, nieba parasolem,
Ugwieżdżone bez liku zawiesza aurolę.
Cisza kosmiczna, ja ducha rydwanem,
Z światła prędkością, myślą napędzonym.
Galaktyką łąki, kwiaty-gwiazdy, krocie,
Mienią tęczami, barwami w przelocie,
Nie, nie ogarną, ni myśli zatrzymać,
Zmianą przestrzeni boimy się imać.
Aby nie wypaść. Już księżyc za nami,
Wkrótce wtopił się, między miliardami.
Mniejsze i większe, są pyłkiem na ziemi,
Razem w wszechświecie, wspólnie ze wszystkim.
Energia, ruchy, to wszystko wiruje,
I nicość życia. Twoją wielkość czuję.
Alfę, Omegę, w Twej nieskończoności,
Daje odpowiedź o Twojej możności.
W poprzek gwiazd wstęga, rozlana i mglista,
To Droga Mleczna, wszystkim oczywista,
Z wyglądu zwaną, na niebie jak rzeka,
Z wschodu na zachód, z mgławic pełnia mleka.
Pędzę więc drogą, poza galaktyką,
Zgodnie z myślą, niezgodnie z fizyką.
Nieba gościńcem. Jak mówi legenda,
Tu zagubiona w wieczności się szwenda,
Dusza niemiła. Dalej głębi sięgam,
Piękna, ogromna, moc Twoja, potęga.
W niebie astralnym, pośród cudów wielu,
Drogi nieznane, choć dążą do celu.
Centrum zajmują. Tu czas, przestrzeń, siła,
Mocą nabrzmiała, tłumaczy skąd wzięła.
W wieczności pustyni, niezliczonych planet,
Pędzi błyska, nieścigniony dzianet.
Znaczy odległość, świetlnych lat miliony.
Jest wyobraźnią w nas nieodgadniony.
Rydwan przystanął, lejcami ściągnięte,
W rzeczywistość na ziemi cofnięte.
W spojrzenia oczy. Ileż tutaj pytań,
Stoi bez odpowiedzi i nowych odczytań.
Ty Puchu marny, gdybyś Bogu wierzył,
I miarą ducha wszechświat cały mierzył,
Duchem ogarniał, wciąż z sercem na dłoni,
Z złudą nie błądził, w ucieczce, w pogoni,
Ludzkie po ludzku, Bogu nie ujmował,
Tobyś potworów ludzkich nie hodował.
Prochem, iskierką. Przemija i gaśnie.
Ledwie urodził. Dojrzewa i zaśnie.
Józef Bieniecki
Zmierza w miejsca wybrane tak jak umysł sądzi.
Kiedy zmierzchem zapada, nieba parasolem,
Ugwieżdżone bez liku zawiesza aurolę.
Cisza kosmiczna, ja ducha rydwanem,
Z światła prędkością, myślą napędzonym.
Galaktyką łąki, kwiaty-gwiazdy, krocie,
Mienią tęczami, barwami w przelocie,
Nie, nie ogarną, ni myśli zatrzymać,
Zmianą przestrzeni boimy się imać.
Aby nie wypaść. Już księżyc za nami,
Wkrótce wtopił się, między miliardami.
Mniejsze i większe, są pyłkiem na ziemi,
Razem w wszechświecie, wspólnie ze wszystkim.
Energia, ruchy, to wszystko wiruje,
I nicość życia. Twoją wielkość czuję.
Alfę, Omegę, w Twej nieskończoności,
Daje odpowiedź o Twojej możności.
W poprzek gwiazd wstęga, rozlana i mglista,
To Droga Mleczna, wszystkim oczywista,
Z wyglądu zwaną, na niebie jak rzeka,
Z wschodu na zachód, z mgławic pełnia mleka.
Pędzę więc drogą, poza galaktyką,
Zgodnie z myślą, niezgodnie z fizyką.
Nieba gościńcem. Jak mówi legenda,
Tu zagubiona w wieczności się szwenda,
Dusza niemiła. Dalej głębi sięgam,
Piękna, ogromna, moc Twoja, potęga.
W niebie astralnym, pośród cudów wielu,
Drogi nieznane, choć dążą do celu.
Centrum zajmują. Tu czas, przestrzeń, siła,
Mocą nabrzmiała, tłumaczy skąd wzięła.
W wieczności pustyni, niezliczonych planet,
Pędzi błyska, nieścigniony dzianet.
Znaczy odległość, świetlnych lat miliony.
Jest wyobraźnią w nas nieodgadniony.
Rydwan przystanął, lejcami ściągnięte,
W rzeczywistość na ziemi cofnięte.
W spojrzenia oczy. Ileż tutaj pytań,
Stoi bez odpowiedzi i nowych odczytań.
Ty Puchu marny, gdybyś Bogu wierzył,
I miarą ducha wszechświat cały mierzył,
Duchem ogarniał, wciąż z sercem na dłoni,
Z złudą nie błądził, w ucieczce, w pogoni,
Ludzkie po ludzku, Bogu nie ujmował,
Tobyś potworów ludzkich nie hodował.
Prochem, iskierką. Przemija i gaśnie.
Ledwie urodził. Dojrzewa i zaśnie.
Józef Bieniecki
0
0
2 odsłon