O świcie

O świcie



Brzask, nocy zdejmował opończę,

Nadziei rozbudzając dzień.

W jej fałdach zapodziało słońce,

Szarówki zrzucając gdzieś cień.



Dzień jaśniał i ciągle przybywał,

Już z mroku wychyla się las.

W dalekie,ciemnością odpływał,

Radosny przywodząc nam czas.



Rzucone na łące kudłacze,

Nad rzeką kłębiły swój włos.

Mgła rosą na liściach, i płacze,

Wśród drzewia, ptaszynek już głos.



Od rzeki wiatr listki łaskota,

Z ptaszkami założył już chór.

Ze mgłami układa i pląta,

Nad brzegiem wał tworząc i mur.





I świeżość i nadzieja ranka,

Pobudza i każe nam żyć.

Nadzieja,zaś stawać nam w szrankach,

Za wiedzą, z życia zwija nić.



I z nim się ku południu zbliży,

Powita gwarem wszystkich dnia.

Kolejny Bóg ranek zawierzył.

Knot życia pali się jak mgła.



Józef Bieniecki
0 0
8 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

28 online · Zaimek
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie