Przejdź do treści

O zmierzchu.

W licznych sadach, zmierzch zawisał szary,
Ubierając zarośla w czary i poczwary.
Wczesną wiosną w goliżnie sterczących
szkieletów,
Biją w niebo gałęzie, piszczele bagnetów.

Mgły wieczornym całunem,od ziemi oparem,
Snuły węże okrutne podsycane żarem.
Jakby piekieł otchłanie czeluście otwarły,
I piekielnie nachalne złem ku ziemi parły.

Zawstydzone zza lasu,promienie skrzydlate,
Księżyc ,pieści po sadach korony kosmate,
Które diablim porożem, w gałęziach iglaste,
Chciały lampę pochwycić,sięgały palczaste.

Snuły nocy opowieść w nekropolii sadu,
W ciemnej nocy prześwitach ładu i nieładu.
Wyzute z sumienia sino-blado ,trupio,
Które z resztek pozorów wsze diabliki łupią.

Księżyc wisi wysoko-w rzędach równoległych,
Stały wojska szeregi- w apelu poległych,
Pochodnią oświetlone,bez mrugnięcia ,skazy.
Nie kreśliły złudzenia i nocnych miraży.

Oko nocy przymknowszy,-pochmurnym
zwiastunem,
Ciągnął warkocz pierzasty,z kudłatym ogonem.
A na ziemi rozpostarł czarne wronie skrzydła,
Aby z krzaków ,opłotków ,kukały mamidła.

Józef Bieniecki
70 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

6 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie