Styczniowy wiatr.

Bezdrożami, opłotkami, rozsierdzony pędzi wiatr,

Wygwizduje nad chatami i w kominach wyje chat.

Nadął zaspy na podwórkach, usypawszy srebrny pył,

Rozpędzony na przeciągu, uciekło w pole, ile sił.



Wcześniej rozwarł siłę pędu, drzwi stodoły,

Pędząc w sad. Snopy zboża jak chochoły.

Niósł na skrzydłach pędziwiatr.

Na jabłoniach zaczepiły...

Rosochaty wisiał dziad. I do wiosny złem straszyły,

Potem wiosną z drzewa spadł. Popędziwszy jak hulaka,

Na oberka hulał ton. Uderzywszy z lotu ptaka,

Wytańcował z śniegiem dzwon.



Na zamieci śnieżnej pędzie.

Rozdmuchiwał nowy kram. Chciał bywalcem bywać wszędzie,

Ku lasowi pędził bram. Uderzywszy w nie kurzawą,

Nie daremny jego trud. Na początku szalał wrzawą.

Pieśni lasu wzniecał cud.



W niebo ściana śniegu prysła,

Rozpędzonych niebem chmur. I na chmurach grzbiet wycisła,

Wydumanych pięknych gór. Ogarnąwszy chmur przestrzenie,

W oceanie nieba fal. Wyhamował sił zdziczenie,

Odpłynąwszy na nich w dal.



Po bezkresach dalej fika,

Bo mu życia ciągle żal. A po lesie wciąż muzyka,

Płynie lasu pieśnią fal. Wraca często tu tęsknotą,

Bo to jedna z głównych ról. Nie zostawi je sierotą.

I zagląda do swych pól.



Józef Bieniecki
0 0
2 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

11 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie