Przejdź do treści

Tatry-Do Białego.

Wciśnięta w Krokiew, między Sarnią Skałą,
U Kazalnicy stóp poczęta frontu,
Wąskim wąwozem zwanymi Kotłami,
Sięga, pod grań Giewontu.

Toczy łożyskiem potokowe wody,
Kłębią się, burzą, wśród stróg kamiennych,
Warkoczem piany głazy omiatają
Kotłują w nurtach zmiennych,
W żyle potoku, stojące kaskady,
Stoją przeszkodą, rozszalałym nurtom,
To znów prześliczne pośród wodospady,
Z rozwartą paszczą – jak otwartą furtą.

W pięknej scenerii, wiecznie żywej wody,
Gdzieś nad głowami flotyle chmur płyną,
Dęte wiatrami, pchane białe żagle,
W błękitnej dali, oceanu giną,
Tutaj na dole, powietrze w bezruchu,
Czyste i ostre, barwy krystalicznej,
Od gór dalekich niesie się z poszumem,
Gędżby tajnej, żywicznej.

Piękne siedlisko buka i jedliny,
W górnej granicy las- limby skupiska,
Spływa nad potok, krzak kosodrzewiny,
Chociaż dla niego ta wysokość niska.

Zaś u podnóża, granitowej ciszy,
Serce i myśli człowiek własne słyszy,
W kropelkach szumu, cichego strumyka,
Jak gdyby w wieczność, myśl każdą zamyka.

Józef Bieniecki
36 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

25 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie