zbrodnia i karo

Tu śnieżnokrwawe barbecue tam rozum
tuż ciepło me własne
półbarwne kuriozum

tuż już smużką wonną unosi mnie zima
tu w dżdżu już drwa płoną
tuż płomień więc zima

to oddech tak płonie już mróz go zamiata
mój oddech w śnieg tonie mój śnieg po zaświatach

sny bez krwi żuć kośćmi wypluwać kość w bezwład
gdy snuję śród gości: mam córkę z pokera
i gramy szczękając barwami na przemian

powietrze wymieniam pasując przez chwilę
się ze mną samemu a nuż ją wymienię

.
.
.

to pot jest tak chłodny gdy mięso goreje
śród czerni wydęte łapczywym bełkotem
(już grę swą pojąłem
sen w śnieg skulbaczyłem)

drży sopli gromada unosi mnie zimna
barbecue szarada śród sopli utkana
nie byłbym zabijał gdyby śnieg zbielał
czerń w czerwień się w g r y...
już talia jej pod stół przez mróz jest zmieciona
1 0
1 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

12 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie