Droga

Gdy zbłądziła w ciemnościach

o zatartych dłoniach i mokrych oczach

błąkając się, nie znalazła pocieszenia w kościołach,

a na krętych i ostrych zboczach.



Szukała ścieżki powrotnej na tory

wszyscy gardzili, szydzili, nikt nie wskazał drogi

nie pomogły nawet wyobraźni wytwory

spowalniając w marszu jej kroki.



I tak jak każdego w chwili czekania

opuszcza ją nadzieja i zapomina

a w czasie życiowego błąkania

myśl ostatnia przychodzi, że droga to kpina.



I w tym przyziemnym stanie

pogubiła siebie i cele

I zamiast dodawać, kradnie

ze środka, gdzie zostało niewiele.



Tak jak po burzy przychodzi słońce

tak i po śnie przychodzi jawa.

Zobaczyła światełko nowym blaskiem tętniące

I nabrała słodyczy jak czarna kawa.



Nie było już ciemności

przestała czuć się winna

w duszy grały oznaki radości

i śmiała się jak każda inna.



Dopiero teraz była tego pewna

kiedy śmierć wzięła ją pod rękę

że przyjaciel to dusza pokrewna

lecz było za późno, by przejść z nim przez mękę
0 0
5 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

3 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie