zimna nóżka podryguje w galarecie niewyraźny od przepicia bukiet nibyróż a na środku wbity w kawon czy na złość czy dla zabawy stoi sobie drwiąco ostry nóż zamiast oczu na rosole białe plamy biała księga przed oczami biał...
– Dobra, dobra – JESTEM MESJASZEM! (tłum) – Jee! Wiwat Mesjasz! – A teraz się odpierdolcie! – Jak mamy się odpierdolić, o Panie?
Włóczyłem się nikomu nie wadząc, aż tu nagle on się zjawia i mnie uzdrawia. Byłem dobrze zarabiającym trędowatym, a stałem się bankrutem bez środków do życia.
Utwory autora
w bezzłościach patrz w spieczony chleb z rzuconych kości czytaj niewzruszone ukrywam dłonie za plecami bo puste a brud pod paznokciem nie hańbi trzeba mieć paznokcie pozłoty nie zdzieraj szwedzką stalą zostanie nieśmierte...
może ta zima nas odmieni wygładzi blizny mroźnym językiem strugi ciemniejszej gwiazdy rozsmaruje w bezbronny zachwyt może ta zima nas odmieni kiedy lodowy sopel bezwstydu zatopi lubieżnie w falach płynnego żelaza może...
ryj był zdecydowanie świński jak przystało na pierwsze mrozy ściął się ostro wskazując wartości bezwzględne część nawet uwierzyła trochę temperaturowo rozszerzona trochę ze strachu przed niepoświęconym reszta patrzyła oboj...
ucieram w moździerzu schematy dla pikanterii pieprzu dla słodyczy laska wanilii duszona w słodkim sosie pachniesz kuchnią Orientu deszcze w tym roku obfite przyniósł letni monsun każda kropla jak ogień cenna na wagę złot...
w równych rzędach marchewka pręży zieloną nacią dumne pióropusze szczypiorów sterczą sztywno ku chwale w szyku i równym podziale pełnym godności racji bytu traktujesz pestycydem kwiat niechcianego chwasta
larwy nie zdążyły zapuścić kokonów w tym roku motyle zrodziły się z rozkładu z ziemi w gruncie rzeczy bez aktu drugiego bolesnego tworzenia jakaś para widziała wschodzące mgły nad rzecznym lasem zastoinowa kwaśna oparła si...
cierpliwość pozwala stąpać niepewnie w kierunku wyznaczonym przez bębenki szamanów zdobywam się na zgrabny balans nucąc smętnie psalm o słowiczej podłodze tam na środku ubrany w przepaskę na oczach chłonę zapach kwadratowymi metra...
w powietrzu wyczuwam lekką nieświeżość kiedy wszyscy kaszlą na jedną melodię zaczyna drapać mnie w gardle to jakiś cholerny kant
ostatecznie dojrzały żyły obrodziło latoś wyciągam żniwa zza pasa zawiążę w postronki lewa dłoń wylizana do kości prawą podpieram okna i balkony żyzne meandry jelit dadzą kolejne życie błogo sławiona dajesz wszystkim...
gdyby te wszystkie obce cywilizacje przez optymistów liczone w miliardy okazały się zwykłą mrzonką pozostalibyśmy po kres jedynymi wrogami samych siebie
tam gdzie mieszkam jest sporo zwykłych ludzi ich szarość poraża strachem zbieram więc znajomych z siłowni pod sklepem najprzyjemniej skopać człowieka w dobrym towarzystwie tylko drzewa iglaste nie wywołują kłótni sprzedajem...
Muzyczne interpretacje
Nagrania autora oraz interpretacje jego tekstów.