trafiłaś w moje serce kolec rani przedsionki miłości płynie czas my razem z nim podaj dłoń zaobrączkuję cię życie to nie bajka nie ma początku ani końca sen z zielonego wzgórza spełnia słowa wróżki nadciąga ze ws...
Utwory
patrzyło w nią jak w tarczę promieniami jak skrzydłami ptaków okryła liście na szlaku dziecię zbierało rączkami małymi jak patyczki
co z nami będzie oszukałaś miłość pęka jak szkło serce ty masz nadzieję ja schizofrenię Amen
na wzgórzu ustawiony ciężki karabin maszynowy widzę też obserwatora szkła lornetki światło odbijają wściekły telegrafista trawiony przez snajpera czekamy na rozkaz sierżanta oczy ma we łzach za chwilę poleje się krew pot i łzy...
gdzie jesteście piękni jak łabędzie aniołowie szukam was na niebie sekstans nie widzi horyzontu nie widzi gwiazd którędy płynąć jaki wybrać szlak destrukcja jest wokół zło zaciska pierścień jeśli wy nie kochacie mnie już...
nie widzę granic między życiem a śmiercią to przejście na drugą stronę nim zabije dzwon to lepsza strona niematerialna stan duchowy pragnący ciepła i światła to wyciszenie na wieki
stawiam na głowie sprawy jakby tego było mało wywracam wszystko do góry kołami co to konia obchodzi że się wóz wywraca co mnie obchodzą wasze sprawy
gdy myślę o Nim wolniej płynie czas dzień jak kometa ciągnie ogon godziny na tarczy leniwie prostują nogi sekundy zmieniają się co sekundę jak w sztafecie jak na bazarze dziękuję za życie za miłość Jezu poświęcę się rodzi...
jestem zwykłym grajkiem o gołębim sercu na pięciolinii zawinięty klucz wiolinowy tępo na trzy czwarte przesuwam po skrzypcach smyczek nuty błądzą przecinam struny w poprzek melodia o końcu świata modna dzisiejszego dnia...
przez ciemności nocy przyszywające do muru zostawiam ślad coś o mnie i o tobie zimno przenika sny na antypodach w duszy pusto sople grają poezję zatrzymany czas wybija godziny rozstania na wietrze jesiennym patrzymy w oc...
narodzone nasionko zroszone ku słońcu wyciąga ramiona pnie się rozkłada dłonie rośnie wydaje plony zasiewa pola zagony z radości życia czerpie garściami szczęście narodzin o śmierci nie ma mowy to nowy stan przejściowy
płoną drzewa kolorami jesieni nic dodać nic zmienić na stawie otoczonym przez krzewy liście na wodzie w nieładzie jak puzzle układam z nich wiersze spotykałaś tutaj się ze mną zostawiłaś bukiet liści przynosiłem czerw...
ocieram się o życie jak o draskę płonę przez chwilę czas szybko płynie odrobina ciepła ogień w sercach zwęglony na boki się wyginam rzucają mnie do popielnicy niepotrzebny konam w objęciach nicości popiół wypełn...
tańczyłem z nią w słońcu letni wiatr pieścił włosy na szyi miała korale z jarzębiny skąpani w radości tańczyliśmy do zachodu słońca błysk w oku zdradzał miłości smak pulsowały skronie chłodził nas powiew nadziei na leps...
nie jestem dobry w tym co robię nie jestem mocny toczę kamień w kalectwo zaplątany wybacz Panie moje postępowanie wybacz że nie umiem się cieszyć tym co życie przywołuje z wiatrem najgorsze jest to że głowa nie pracuj...
urodził się goły w gronie kilkunastu par oczu dostał klapsa od siostry przełożonej złapał pierwszy oddech nie mieścił się w skali Ab-gara matka zmęczona tuliła do piersi wyrośnie na pana albo dziada ojciec z kumplami...
włosy bielsze od śniegu zapukała śmierć powiedziała formułkę wierszem tyle z tego zrozumiałem że już czas strach wypełnił duszę siniały palce ból przeszywał serce jeszcze przemarsz miastem ludzie maszerują w smutku białe...
nim wybaczysz wrogom wybacz sobie nic ci nie podpowiem pokochaj fobie na świecie nie jest tak źle nienawiść płonie w ludzkich sercach chciwość zagląda pod powieki złe przykłady wywołują konflikty wojna nadchodzi z wi...
przynoszę w dłoniach resztki nieba nie boj się zadbam o okruchy chleba komory serca wypełniam miłością przystawką są jak barki pełne szczęścia podaj ręce przytul marzenia wszystko pozmieniam myśli niejasne zamiatam pod...
idę przez życie kocham je przechodzę przez zamknięte drzwi po drugiej stronie jesteś Ty chronisz nas od niechybnej śmierci z pełną piersią pragnę dożyć starości gdy umrę zapal znicz chwytaj każdy dzień tul do piersi...