Przejdź do treści

Zjawa nad lasem

Melancholia
Nad lasem wieczornym, stygnącym lasem, unosi, pachnieje, powietrze ugina, rosy dotykiem i liści drzew sina - zjawa - co dymem z ogniska jest czasem. Oblizuje pnie z coraz strony innej, mało bacząc dnu leśnego przestworu, zatraceniu legła wbrew chichotu z dołu, dusząc dlań, mącąc oczy im bezsilne. Radują się w dole, mimo góry - stale, tym, co czyni tamta - wcale przejmują. Dzban z kielichem, bęc - dudni zatwardziale, objęli się czule wespół gwarując. Znad ognia języków uleciały skry, zapomną się, mogą - dotyk im tak miły. Każdym poruszeniem zjawę osłabiły, z uciętym ogonem wtopiły we mgły. Dobita uleci do rana wygaśnie. Uśnięci wśród liści zapadną opaśnie. Bez siebie nie mogąc, nie mogąc tak być. Dla siebie nie pragnąć, inaczej tak żyć.
95 odsłon

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

copelza 13 lat temu
nie przepadam za stylizacjami. a tu zaleciało mi głównie Kasprowiczem:) powiedzmy, że bez plusa, ale z uśmiechem, bo sama próba to już coś:)
4 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie