Przejdź do treści

Drabiną w dół

O szczęściu
Leże na zejściu I nie chce mi się nic. Gnije z każdą myślą Wspominając wczorajszy dzień, Chwile i momenty z Życia, uparcie blokując złe, Które atakują jak latem komary, Bezskutecznie znajdując te dobre. Poprawiam pozycje wykończony, Choć nigdy nie byłem tak obudzony. Wiem teraz, Że życie moje teraźniejsze nie ma Sensu większego. To prawda niestety, ale Nie zamierzam się oszukiwać. Ma spowiedź, Bo tym ten wiersz jest, to Nadzieja na lepsze jutro, Na to, że życie napisało już Lepszą rolę na przyszłość, Przeszłość dając mi zostawić za sobą. To, co mam teraz w bani, to Zwiedzanie cichego turysty Ruin dawnego miasta, które Dziś stoi tylko entropując, By każdy, kto chce, mógł Zobaczyć na własne oczy, że Prawdziwe to było Królestwo pewnej krainy. Najgorsze z określonego szczęścia Są rachunki, Wspomnienia żądając za zapłatę, Które wydobywamy z wnętrza godzinami. Wracają na chwilę tylko, Grupami, watahami, stadami, Nieproszone, agresywne, psychiczne. Tym właśnie Jest Zejście.
68 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

2 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie