Przejdź do treści
Podczas złotej, Warszawskiej jesieni, Na skwerku ograniczonym ruchliwymi ulicami, Prosta topola, powściągliwy klon, Czysta brzoza i dziki orzech, Czując nadchodzący ziąb, Spokojnie pozbywają się życia, Ubierając je w złoto, By zasnąć z nadzieją, Że wymuszona decyzja o śnie Nie będzie ostatnią. Obserwując taneczny wiatr, Opodal kręcący piruety Pobudzony pięknem chwili, Każde z drzew sypie w spokoju ducha Z ogonkami, suchymi łyżkowatymi liśćmi Na zadbaną pod sobą trawę, Gdzie, o południu, bezdomny leży Nieprzytomny. Każda z części jego ciała, Od, w trzewiki znalezione, odziane stopy, Po, o przetłuszczone włosy, zachlany łeb, Ułożyła się wygodnie, Jak rzucone kamyki żwiru. Suche liście, śmierci motyle, Głaszczą go opadając Przyjemnym szelestem, Gdy trzy źdźbła trawy Z kępy pod jego zaropiałym nosem Po nieleczonych zatokach, Ruszają się w tak wolnego oddechu. Każdy widzi go z okna pojazdu Jadącego po śladach wymyślonego planu Na resztę życia, Lecz, gdy tylko zniknie za futryną, Zniknie na zawsze, Jakby go nie było. Ludzie jeżdżą, idą, lecą, Na łeb, Na szyję, By zdobyć szklankę wody Dla własnych kwiatów, Zapominając, że nie jedynymi są florystami. Mijają godziny, Które minutami są dla drzew, A dniami dla miejskich ludzi. Gdy nastaje wieczór, A ciepłe lampy uliczne rozbłyskują Grając w tę samą grę, co jesień, Wiatr kończy na chwilę taniec, Ulice cichną, Autobusy pustoszeją, A brązowe liście, W szacunku trzymając się Syzyfowych dłoni, Nie opadają na chwilę. Każdy z dachem Niepogwałconym wichurą, Podlewa teraz kwiaty, Nie myśląc nawet o podziękowaniu Losowi. I bezdomny też o tej porze Zawsze patrzył w połamane zdjęcia Żony I dwóch córek, Które nieszczęśliwy wypadek Wyrwał z korzeniami I wyrzucił Po tak długotrwałym podlewaniu. Tylko, że źdźbła małej kępy Już się nie poruszają, Przykryte skrzydłami brązowego motyla. Po minucie Wiatr, jakby smutniej, Budzi liście do fruwania, A drzewa skwerku znów zrzucają złoto. Rano dwie ekipy przyjadą ogarnąć miejscówkę. Jedna sprzątać będzie liście, Druga ludzkie sumienie.
72 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

1 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie