W zielonym biurze ktoś liczy oddechy świata,
mierzy wiatr w tabelkach, aż Excel się zaplata.
Na ścianie wykres rośnie szybciej niż dąb stary,
a człowiek już oddycha według unijnej miary.
Każdy kęs kanapki ma swój ślad węglowy,
nawet spacer z psem wpisany w raport roczny.
Krowa patrzy zdziwiona, że beknąć już nie wolno,
bo zaraz ktoś jej wystawi fakturę kontrolną.
Samolot z konferencji wraca pełen troski,
jak ratować planetę… lecąc klasą boską.
A w sali klimatycznej biją się o normy,
kto bardziej ograniczy czyjeś stare domy.
Papierowa słomka rozmięka w pół minuty,
lecz raport ma trzy tomy i pięć segregatorów.
Drzewo trzeba wyciąć, by wydrukować plany,
jak chronić każde drzewo – absurd doskonany.
Norma goni normę, ETS się śni nocami,
licznik CO2 tyka razem z podatkami.
Fabryka już nie dymi – stoi, zamknięta, pusta,
ale za to emisja w tabeli jest chudsza.
Wiatrak się nie kręci, bo wiatru brak w eterze,
lecz projekt się zgadza – i to się teraz bierze.
Ludzie palą w piecach… no, tylko w wyobraźni,
bo w realu siedzą w kurtkach, trochę mniej odważni.
A planeta kręci się jak kręciła się dawniej,
nie zna waszych limitów, podpisów i prawnień.
I może się uśmiecha gdzieś między chmurami,
że człowiek chce ją zbawić… własnymi absurdami.
141 odsłon
Ciekawe kto zrobił zlodowacenia, wyginięcie dinozaurów...chyba nie przeciwnicy unii.
Gdyby wtedy była unia...
Pozdrawiam serdecznie
Miłego dnia