Bez trunków, prochów, bez nocnej hulanki,
Cóż warte życie wśród ciszy poranka?
Niechaj, kogo rozsądek i trzeźwość omota,
Chodzi spać wcześnie i zamyka wrota.
Młodości! nalej mi szklankę,
Niech nad poziomy wzniesie się toast!
Niech dym zasłoni rozsądku latarnię,
A parkiet zadrży od dzikiego „do dna!”.
Patrz tam, gdzie klubów migoczą neony,
Gdzie tłum wiruje potem rozpalony,
Gdzie kielich, proszek i żądza bez granic
Każą sumieniu do rana się wynosić.
Niechaj się zmysły w jeden ogień zleją,
Niech obcy sobie nad ranem się śmieją,
Niech pocałunki, przysięgi nietrwałe
Wypełnią loże, łazienki i sale.
Razem, młodzi przyjaciele!
W pijaństwie wszystkich jest nocna potęga;
Choć każdy chwieje się trochę za wiele,
Ramię do ramienia jakoś sięga.
Dalej, bryło, z posad świata!
Nowymi cię pchniemy tory:
Niechaj barman miesza driny,
A didżej podkręca basy i humory.
Lecz kiedy świt nam twarze obnaży,
Gdy kac o skronie żelazem uderzy,
Gdy nocne bóstwa zmienią się w koszmary,
A portfel pusty w cuda już nie wierzy,
Wtedy, młodości, opadną twe skrzydła,
Zamilknie muzyka, spowszednieją sidła.
Bo każda orgia, choć płonie jak zorza,
Kończy się ciszą, której znieść nie można.
15 odsłon