Przejdź do treści

Cztery kąty

turlałem się to w prawo to w lewo czas był wolniejszy od ciszy kiedy spoglądnęła na mnie jej warkocz pod ręką jak strużka światła rozbłysnął lecz stała obok nie chwytała się brzytwy ani żadnej ludzkiej przyjaźni na której stopniowym ruchem mogła się wygiąć i uratować najwolniejsze z ludzkich pragnień nerwówkę w brzuchu kiedy ją objąłem miała na sobie tęczowe getry zasmużone okulary i jej nie codzienność sprawiała że obrazy które nosiła w wyobraźni ożywały na gitarze grał grajek uliczny gitarę dostał od dziadka obok stał rower a za nim dyliżans z dorożką podobnie jak na rysunkach brunona schulza zmienność i ulotność stapiała się z wrośniętymi wyobrażeniami i majaczeniami pijanych prostytutek codzienność w gwarnym roztopionym słońcem jak ser szwajcarski mieszała się z klaustrofobią i ułudą domu cyganek i wróżbiarek milkł kot na chwilę a przypalone papierosem firanki falowały w rytmie reggae nastała cisza w zwolnionym tempie to w przód to w tył klisza zmieniała kont nastawienia
65 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

4 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie