Przejdź do treści

Kadzidła

napisał Tomasz Michał Jeka © Wonią nieśpiesznie doganiają światła, co rozcina - półmrok wnętrza. Rzeżbione alegorycznym witrażem, zawisły w powietrzu - jakby się zastanawiały. Dymy bladożółte, pochylone nad kołyską. W ściśnietym powrozem, stosie drewna mieszka gość przygodny - schowawszy się tam, niczym wąż szukający ofiary. Niewinnie skomli - udając przyjaciela. Drewno stare, od wieków złożone w darze, dla ognia co razić i parzyć miał bez litości. Wypalić do cna zamierzłe osady. Scena jak w teatrum - pustym od zarania, nosi ślady nieobecnej trupy. Widownia zamarła w pustym oczekiwaniu. Jakby czekała na swoją kwestię. W zdradzieckiej pułapce, mglistego obłoku, po omacku pragnąc otępienia. Czai się w kruchcie pełnej grzechów, zło - bez uosobienia Na dnie lochu spoczęły ich rozgrzeszenia, zamknięte na siedem pieczęci. Bestia pradawna bez nóg z brzucha pazury, skrobią po kamieniach. W ciszy został dym tylko jakby miał być ratunkiem jedynym.
64 odsłon

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

ryty 11 lat temu
trudne w czytaniu, świetne na ćwiczenie dykcji :)
4 online · flora_pisze

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie