Przejdź do treści

3 kwadranse

o dwudziestej czterdzieści pięć wyjeżdżam z domu za pięć dziewiąta wychodzę z marketu dojeżdżając do cmentarza przypominam sobie że o matko gaz wybucha od zaiskrzenia przełącznika światła syn wyszedł na osiedle do kolegów i lada moment na kuchni zostawiłem sześciolitrowy gar pełen wody pod pokrywą na wielkim gazie gdy zacznie kipieć... obok fioletowo kwitnących kwiatów zapłonął znicz na grobie mamy gaz płonął czerwonym płomieniem na kuchni wciąż gotowała się woda ubyło jej około jednej trzeciej wciąż spływa po szybie rzęsistymi łzami syn wrócił przed dwudziestą drugą
57 odsłon

Komentarze (5)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

bellaona 9 lat temu
ja raz postawilam 3 jajka w garnuszku na gazie, poszlam do pracy a gdy wrocilam ... jajek nie bylo... garnek sie wciaz gotowal na gazie pusty .. patrze patrze gdzie sa jajka... patrze dalej... nie ma... patrze w bok .. nie ma.. patrze w dol ... nie ma co sie stalo z jajami mysle... patrze na sufit ... jaja na suficie rozprysniete w drobny mak...
nieanna 9 lat temu
piękny wiersz, jeśli dobrze go zrozumiałam.
leopard 2 9 lat temu
bellaona :)
leopard 2 9 lat temu
nieanna :)
leopard 2 9 lat temu
...dobrze ;)
3 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie