Przejdź do treści

Czym się stałem

miarą bezkresności bytowania linią ciągłą w kalendarzu ledwo łączącą poniedziałki nie licząc niedziel bo to dzień w którym Bóg stworzył siódmy grzech główny i do dzisiaj z nim żyje w węźle małżeńskim wyjałowionym organizmem z wypaloną duszą i resztką sadzy drylowanej szczęściem kominiarza czy też pani w okularach siedzącej za kasą dyskontu widzianego z zaplecza kiedy kradnę przeterminowane mleko niczym jestem nawet obojętność omija mnie szerokim łukiem niewidzialności pomrukiem głosów wijącym się nad pochyloną głową pchającym siłą tornada słowa w zakurzone od czasu włosy nawet niczym bo to czymś też być może chyba że puszką w którą patrzę z nadzieją że pozwoli na kolejny łyk przypomnienia że mam nie pamiętać jak było dobrze kiedy wierzyłem w ludzią bardziej niż gwiazdą co i tak w sumie stały się łożem Madeja i świecą nawet za dnia przez czarne okulary złudzenia
60 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

2 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie