Przejdź do treści

Homonimia

siedzę w pokoju jak mnie zostawiłaś wyposzczonego ze spuszczonym powietrzem taka zdychająca ćma udająca motyla trzepie skrzydełkami pod ciężarem światła powiekami wbijam drzazgi powoli mijam rozszerzonymi źrenicami wyłapując lęki zaciśnięte przedramię czeka kiedy łyżeczka w ogniu świeczki zacznie nabierać temperatury jeszcze jeden strzał w krwiobieg zamieni drgawki na pozycję embrionalną uczucie bliskość matki a potem pępowina zacznie tłoczyć opoidy ślina wypełniająca krtań stygnie byleby zasnąć zanim kropla krwi zaleje biel strzykawki zaciśnięte palce nabierają miękkości nadchodzi odpływ rzeczywistości kolory stają się przekleństwem zobojętnieniem pamiętam jak za pierwszy razem śniłem o wolności zawartej w wyrzyganych wspomnieniach na twarze bohaterów których pochłonęła ziemia i dworce stające się domem bezczynności trwania
75 odsłon

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

*Mystique* 11 lat temu
fajnie napisany:) pozdrawiam
3 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie