Kiedyś
Kiedyś upadnie gmach mego ciała,
misterne rusztowanie kości runie z hukiem
pod ciężarem własnego losu.
Pewne dotąd filary nóg spękają
i strzaskane zatryumfują nad dymiącą stertą gruzu...
Na jedno tchnienie przed tym
kolorowe ornamenty mych wnętrzności
zblakną w mogilnej ciszy
zabitych dechami okiennych tęczówek...
I pozostanie tylko to, co z zimnej cegły
czyniło Dom
Kiedyś...
misterne rusztowanie kości runie z hukiem
pod ciężarem własnego losu.
Pewne dotąd filary nóg spękają
i strzaskane zatryumfują nad dymiącą stertą gruzu...
Na jedno tchnienie przed tym
kolorowe ornamenty mych wnętrzności
zblakną w mogilnej ciszy
zabitych dechami okiennych tęczówek...
I pozostanie tylko to, co z zimnej cegły
czyniło Dom
Kiedyś...
0
0
13 odsłon