Przejdź do treści
Za oknem wstaje świt, a w sercu mym tylko mrok Choć od ostatniego spotkania minął już rok, Oczy nie oślepły jeszcze od niewidzenia, Ale usta łkają co dzień od niemówienia Mimo, że często spadałem, w imię miłości, W przepaść goryczy, smutku, cierpienia i złości I podnosiłem się z trudem z sercem skrwawionym, By wspiąć się ponownie z uporem niestrudzonym Po duszy Twojej schodach, by dotrzeć do Ciebie I gdzieś tam w zakamarkach ofiarować siebie, Wpleść się w Twe włosy, pod skórą głęboko schować, Zostać jak najdłużej, dokładnie Cię studiować Centymetr po centymetrze i cal po calu Poznawać Twoje ciało bliskie ideału, Wpaść Ci czasem do głowy, myśli Twoje zbadać, Szeptać Ci dobranoc gdy będziesz w sen zapadać Słuchać tego, co ślina na język przyniesie, Otrzeć łzy z Twych oczu, gdy na płacz się zaniesie I uśmiech codziennie na usta Twe nakładać, Aby Twojej twarzy pięknego blasku nadać I blaskiem tym przyjemnym serce swe ogrzewać, By odniesione rany mogły w nim dojrzewać, Bo są one świadectwem wielkiej mej miłości, Blizny me niech będą dowodem jej w przyszłości... Blizny mam nadal i rany niezagojone, Żaden świt nie rozpali tego co spalone, Żaden blask nie rozjaśni mroków duszy mojej, Nikt inny nie zastąpi obecności Twojej Dryfuję więc nadal, na morzu samotności, Wyzuty z emocji, pozbawiony miłości, Płynę gdzieś przed siebie, wypatrując latarni, Co światłem nadziei rozjaśni żywot marny
64 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie