Czekam na słowo...
czekam na słowo ono nie nadchodzi
nie słychać kroków czy drgającej szyby
nie skrzypią schody pod jego ciężarem
i w drzwiach otwartych nie staje znużone
nie siądzie obok na znajomej ławce
nie nadlatuje łopotem zieleni
nie ma w pudełku ani w starej szafie
gdziekolwiek choćby w poszarzałej skrzyni
już odjechały czerwone tramwaje
nawet te pijane wypełnione bzami
puste przystanki słowo zagubione
gdzieś poleciało z płochymi myślami
któryś dzień z rzędu obiecało przecież
jak wszyscy inni zapomniało chyba
wpaść tu po drodze na małą godzinkę
mnie wciąż brakuje jego dźwięcznych sylab
nie słychać kroków czy drgającej szyby
nie skrzypią schody pod jego ciężarem
i w drzwiach otwartych nie staje znużone
nie siądzie obok na znajomej ławce
nie nadlatuje łopotem zieleni
nie ma w pudełku ani w starej szafie
gdziekolwiek choćby w poszarzałej skrzyni
już odjechały czerwone tramwaje
nawet te pijane wypełnione bzami
puste przystanki słowo zagubione
gdzieś poleciało z płochymi myślami
któryś dzień z rzędu obiecało przecież
jak wszyscy inni zapomniało chyba
wpaść tu po drodze na małą godzinkę
mnie wciąż brakuje jego dźwięcznych sylab
0
0
6 odsłon