Jabłoń płacząca

Wśród pól bezkresnych

i traw falujących

zasadziłeś mnie wietrze.



Grzywę mą targałeś od lat

dziecinnych gnąc do ziemi

ciężarem swych zamysłów.



Żniwiarza pieściłeś chłodem, gdy

w spiekotę sierpniową chleb

swój powszedni przy mnie spożywał,



Wędrowca przygnałeś wespół z bratem

twym, deszczem bym go skryła,

pod ramion sękatych dachem.



Owocami karmiłeś kochanków,

w sobie zapamiętałych,

co kładli się przy pniu moim stęsknionym.



Postawiłeś na miedzy śródpolnej,

zielonej, pofalowanej,

bezkresnej linii żywota ludzkiego.



Między polami pełnymi kłosów,

na straży stojącą jakoby nad

głów niezliczonych światem.



Choć we łzach trzymałam w dłoni

sznur, na którym oddech ostatni

oddał jeden z synów rodzaju ludzkiego.



Czemuś mnie nie posadził

wśród sadu, pełnego drzew,

co jabłkiem obsypać mogą ogrodnika.



Za troskę odpłacić mu owocem,

swego ciała płodnego,

kroplą ze źródła życia.



Czemuś nie dał mi choć towarzysza,

co na tej granicy z traw stać będzie przy mnie,

w jesieni żywota mojego.



Czemuś pozwolił mi ojcze mój,

bym w samotności uschła.

Płacząc.
0 0
7 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

22 online · Nessa
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie