Przejdź do treści

*** (Skradłem Ci, Boże...)

Egzystencjalne
Skradłem Ci, Boże, płomień, jak Ty skradłeś mą duszę, gdy jeszcze dziecięciem będąc kwiliłem przeciw Twej wodzie. Skradłem Ci, Boże, spokój, jak Ty skradłeś mój rozum, posyłając swe sługi przeciw rozsądkowi. Nie mam Ci już nic do powiedzenia, mój Boże, bo ogień, który sobie przywłaszczyłem, już dawno zgasł. Mój Boże na końcu tęczy, co siedzisz i w swej demencji, bawisz się resorakami, odłóż je proszę i pójdź już spać, Starcze Wszechwidzący, którego oczy już zaszły jaskry mgłą, zostaw w spokoju ich sny o Tobie, wiecznie młodym. Królu na Ziemi, Niebie i w Piekle, Eli, Eli, lama sabachthani? A może to ja z pedantycznym uporem ignoruję Twe starcze prośby? Czy płaczesz wraz z nami? I w swej niedoskonałości rzygasz dobrem, które nam ktoś w Twym imieniu dał, na przekór niebiosom i światu.
60 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie