niebezpiecznie

O życiu
zadławiłem się słowami
coś przede mną skrywasz
spopielały cały jak środa

wypłata wczorajszego dnia nie wspomina
idę jak zawsze tą sama drogą wyłożoną kitem

kilku gości na rogu zbieracze na bułkę
trzeba to wiedzieć sterczą tak cały dzień
jak maszty na statku Kolumba
by wieczorem w żyłę uderzyć

kompas wyznacza tawernę najgorszą w mieście
wracają ze śpiewem nieświeżym oddechem
ściągają latarni blask

złościsz się gdy słyszysz bełkot
na brzegu uświadamiam sobie
że nie mam dokąd uciec

niebezpiecznie rozpiłem szczęście
0 0
1 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

14 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie