przeszłość jest w nas
choć mija czas
ich rowery nietknięte od lat
stoją w szopie w całkiem niezłym stanie
migające światła rosną w ścianie deszczu
tężeje zarys kabiny
za ciemną szybą obca twarz coś krzyczy
wznoszę głowę i zamykam oczy
odbijam w lewo ciałem wstrząsa huk
jestem obok nie poznaję siebie
jeszcze gorzej prezentuje się rower
nie pojadę już z nimi na biwak
nie ma ich tu a wciąż tlą się chęci
dzisiaj będzie jutro dniem wczorajszym
a pojutrze będzie przedwczorajsze
jestem stanie się wczorajszym byłem
mokry asfalt pulsuje błękitem
sieć neuronów wyświetla historię
trzy rowery jadą polną drogą
kurz się z wiatrem wznosi w stronę lasu
w górze jastrząb uczy parę młodych
jak nurkować żeby schwytać zdobycz
są na szczycie lekko zziajani
zaraz będą zjeżdżać w dół saniami
choć wanienka nie ma nawet metra
leży w niej z rękami nad głową
białe włosy ma brodę i wąsy
utworzone z mydlanej piany
na tle ścianki z nazwą uczelni
w stroju godnym dyplomatorium
dumny młody z dyplomem lekarza
tafla morza gładka jak lustro
malinowym zdaje się niebem
twarze pełne zachwytu i szczęścia
całe w blaskach brzoskwiń i arbuza
nie pojadę już z nimi na wycieczkę
nie ma ich tu odeszła mnie siła
choć mija czas
ich rowery nietknięte od lat
stoją w szopie w całkiem niezłym stanie
migające światła rosną w ścianie deszczu
tężeje zarys kabiny
za ciemną szybą obca twarz coś krzyczy
wznoszę głowę i zamykam oczy
odbijam w lewo ciałem wstrząsa huk
jestem obok nie poznaję siebie
jeszcze gorzej prezentuje się rower
nie pojadę już z nimi na biwak
nie ma ich tu a wciąż tlą się chęci
dzisiaj będzie jutro dniem wczorajszym
a pojutrze będzie przedwczorajsze
jestem stanie się wczorajszym byłem
mokry asfalt pulsuje błękitem
sieć neuronów wyświetla historię
trzy rowery jadą polną drogą
kurz się z wiatrem wznosi w stronę lasu
w górze jastrząb uczy parę młodych
jak nurkować żeby schwytać zdobycz
są na szczycie lekko zziajani
zaraz będą zjeżdżać w dół saniami
choć wanienka nie ma nawet metra
leży w niej z rękami nad głową
białe włosy ma brodę i wąsy
utworzone z mydlanej piany
na tle ścianki z nazwą uczelni
w stroju godnym dyplomatorium
dumny młody z dyplomem lekarza
tafla morza gładka jak lustro
malinowym zdaje się niebem
twarze pełne zachwytu i szczęścia
całe w blaskach brzoskwiń i arbuza
nie pojadę już z nimi na wycieczkę
nie ma ich tu odeszła mnie siła
0
0
6 odsłon