Poranek.

Na rzewnej nucie rannych łez.

W włosach anielskich ranka.

Łzawiącym kiściem pachnie bez,

Rozczulon łzą poranka.



Wietrzyk miłosną nuci pieśń,

Przemyka tuż nad ziemią.

Tam u ruczaju zawisł, gdzieś.

W rzewnych kaczeńcach drzemią.



Wokoło studni, krąg lip,

I stary grzbiet żurawia.

Głośno narzeka, skrzyp, skrzyp, skrzyp.

Gdy wiadro z niej wyławia.



W podmokłej łące żabi skrzek,

Na ranne wyszły gody.

A głos bociani klek, klek, klek.

Zwiastuje zmierzch pogody.



A od chlewika stadka ćma,

Rozpływa się w powodzi.

Też pokrzykuje kwa, kwa, kwa.

Nie wiedząc o co chodzi.



Od budy groźny Bamba głos,

Gdy szczeka hau, hau, hau.

Na nutach płynie rannych ros,

I Siwki miau, miau, miau.



Józef Bieniecki
0 0
2 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

6 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie