Przejdź do treści

O płomieniu

• Miłosne
Nie lza być wesołym, gdy smutek przytłacza, włochatym ramieniem mą duszę otacza. Wyciąga swe macki i, łapiąc za nogi, kieruje me oczy w stronę podłogi. Gdy kark się ugina i garbią się plecy, coś w środku gaśnie, jak płomień świecy, co żywym ogniem wesoło palony w dymiący knot zostaje zmieniony. Gdy uśmiech zanika, a krzyk duszę klei, jedyna nadzieja jest właśnie w nadziei, że żadna świeca nie traci płomienia, że jedna zapałka tak wiele zmienia. I nawet knotek, ten czarny, zwęglony, może na nowo być rozświetlony. Potrzeba tylko drugiego płomienia, Co wszystko, co złe, w coś dobrego zmienia. Gdy płomień goreje, ogrzewa mi duszę, czuję, że żyję, już się nie duszę. Daje mi ciepło i kocio się łasi, Taki to płomień co smutek gasi.
82 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

70 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie