Leżę. Bezwładna, zredukowana do minimum. Chęć do życia? Żadna. Chaos wokół mnie jest tylko lustrzanym odbiciem ruin, które noszę w środku. Wciąż nie znalazłam sposobu, lekarstwa ani rzeźnickiego cięcia, by pozbyć się ciebie z mojej wyobraźni.
Złożyłam na twoje barki ciężar mojego istnienia. Zrobiłam z ciebie wyczekiwanego wybawiciela, rycerza, który miał wyrwać mnie z tego odrętwienia, zmusić do życia, do walki o pasje i sukces, którego tak rozpaczliwie łaknę.
Jednocześnie dławi mnie pogarda do samej siebie. Jak mogę pozwalać, by te wyimaginowane uczucia wciąż bezkarnie panoszyły się w mojej głowie? Jak to możliwe, że nie potrafię ich okiełznać?
Jedynym ratunkiem wydaje się całkowite wymazanie cię ze świata – sprawienie, byś przestał istnieć, byś nie mógł wysłać żadnego sygnału. To tchórzliwa, infantylna blokada. Wyraz mojej skrajnej słabości. Dowód na to, że wciąż jestem słabszym ogniwem, które przed czymś ucieka, czegoś się boi i wiecznie szuka.
To potwornie wycieńczające - gonić za niewiadomą, której nie potrafię nawet nazwać.
Stoję na rozdrożu.
Z jednej strony rozrywa mnie szloch po stracie,
z drugiej – chłodna świadomość.
Wiem przecież, jak kończą się takie historie.
Wiem, jak dramatycznie dużo mogę stracić,
w zamian zyskując
być może
absolutne
nic.
Złożyłam na twoje barki ciężar mojego istnienia. Zrobiłam z ciebie wyczekiwanego wybawiciela, rycerza, który miał wyrwać mnie z tego odrętwienia, zmusić do życia, do walki o pasje i sukces, którego tak rozpaczliwie łaknę.
Jednocześnie dławi mnie pogarda do samej siebie. Jak mogę pozwalać, by te wyimaginowane uczucia wciąż bezkarnie panoszyły się w mojej głowie? Jak to możliwe, że nie potrafię ich okiełznać?
Jedynym ratunkiem wydaje się całkowite wymazanie cię ze świata – sprawienie, byś przestał istnieć, byś nie mógł wysłać żadnego sygnału. To tchórzliwa, infantylna blokada. Wyraz mojej skrajnej słabości. Dowód na to, że wciąż jestem słabszym ogniwem, które przed czymś ucieka, czegoś się boi i wiecznie szuka.
To potwornie wycieńczające - gonić za niewiadomą, której nie potrafię nawet nazwać.
Stoję na rozdrożu.
Z jednej strony rozrywa mnie szloch po stracie,
z drugiej – chłodna świadomość.
Wiem przecież, jak kończą się takie historie.
Wiem, jak dramatycznie dużo mogę stracić,
w zamian zyskując
być może
absolutne
nic.
1
0
3 odsłon