Ulica

nie możemy się dzisiaj spotkać
przeszkoda prozaiczna
ulica
lewą stroną w tłumie znikasz
ja po prawej
szukam wytycznych krokami
biała chusteczka opada
na siniznę krawężnika
przypływ rynsztoku
porywa…
wiatr w żaglach szarego miasta
przeciągiem korytarzy trzaska okiennicami

chmurami dotknięci
w strugach grawitacji toniemy
samotnie odbici spływamy z witryn
pełnych parasoli
bukiety liści rozrzucone między drzewami
tracą kolory
pod butami ziemia jakby niczyja
…chciałbym zamieszkać w twojej torebce
być szminką
lusterkiem
i definicją śmiejącej się twarzy
okiem perskim
pod powieką opadłą nasyceniem wilgoci

podnoszę białą chusteczkę
i chowam do kieszeni
rozgarniam kałużę stopą
a ona uparcie nie chce odparować
kręgami znaczy centralny punkt postoju
zastoju w jesieni
smutku nie może zabraknąć
więc czemu
jeszcze się nie przyzwyczaiłem
że kamienie opadają
z kasztanami
2 2
1 odsłon

Komentarze (2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

gizela1 11 lat temu
chusteczki i parasole są tu niepotrzebne...bo robi się delikatnie
K
kaja-maja 11 lat temu
jak to ulica,jak rzeka długa i też szeroka,w wielkiej ulewie błękitną
wstążeczkę zgubiłam,tuż przy krawężniku odplynęła,ale dogogoniłam
na szczęście przed jesienią w:)
12 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie