i niebędąc świadomym znikających marzeń.
Cicho zanurzasz się w milczenie
jak najodleglejszy grzmot.
Już słyszysz,
jak brzmisz w nieruchomych dzwonach.
Zawsze o poranku ukazujesz się
w równie piękny sposób.
Mgły, zagubione w sobie,
wahają się, nie mogąc uwierzyć
w ziemię ani w niebo.
Stworzenie traci zdolność mówienia,
bezgłośnie rusza ustami, przestraszone,
że słowa kierują się w drugą stronę,
do wnętrza, by rozjaśnić krew,
by ranić, by być całkowicie niepojęte,
nie ma już krzyków ani dźwięków.
W ten sposób natura wciąż cię powtarza,
pośrednio i w niewystarczający sposób,
zachwycona tobą, rozczarowana sobą,
naśladując przepływ i cykl.
Łagodnie oświetlasz swoje Wychodzisz z cienia.
ignorując mrok
i niebędąc świadomym znikających marzeń.

















