uszyłam sobie sukienkę z monotonii mała szara na ramiączkach ogłady wykończona koronką przyziemności powiedziałeś że brzydka zerwałeś ją ze mnie obiecałeś że z uczuć uszyjesz mi ładniejszą kłamałeś jestem naga
Utwory
szklanka do herbaty martwa struktura szkła nawet ona pręży ucho kruszeje ożywa urzeczona twoim oddechem
niepotrzebny drugiemu podbródkowi wyrzucony tłustą ręką chleb w śmietniku rozmazgaił się na myśl o matce która nie ma co do garnka włożyć
nie oponuje kiedy wyrywają z niej dzieciństwo ot tak byle kto byle gdzie byle szybko byle było na buty od Gabora
kiedy się pojawia otumania powietrze Eau de Cologne rani szpilkami parkiet aż włosy boją się popaść w nieład czerwień szminki pali tęczówki gapiów kontrolowanym ruchem bioder rzuca przynętę dla naiwnych dłonie wyuczone bra...
jak co dzień podarujesz mi bukiet nieszczerych uśmiechów popłyną łzy ty ich nie będziesz oglądał przecież musisz zdążyć do pracy nakarmić psa rzucasz pod stopy kilka słów wychodzisz koniec rozmowy gniew ciśnie się w ga...
kiedy przychodzisz pachnie niebem zamykam oczy niczego nie żądam pozwól tylko być czernią twoich źrenic pozwól stać się powietrzem które co dzień gładzi twoje ciało podaruj choć kawałek ciebie zanim się obudzę
Kolejna wylana na próżno umarła na wargach bez znaczenia Niezrozumiana wśród milionów słów Przechodzących przez ludzkie usta
Anielskiej miłości pragnę albo chociaż jej skrzydeł Chcę razem z wiatrem zatańczyć promienie słońca całować może one choć na chwile chłód serca rozproszą ...
Zamiast nieba pozostało mi wspomnienie błękitu twoich oczu Suchy trzask ostatnich słów zbudził ciemność a chmury zalała czerń Niechciane myśli spoczęły na szlaku drogi mlecznej A wiatr przepędził nadzieje i rozryw...