nieokiełznane myśli przygładzę zdrowym rozsądkiem starannie wyczeszę kołtuny ułożę choć raz po mojemu tylko okazjonalnie rozplotę ciasne warkocze gdy zatęsknię za odrobiną szaleństwa
Utwory
biorę cię w małych dawkach przeważnie na bóle istnienia już odrobina wystarcza by nie czuć nie dusić się żalem biorę na niespełnienia rozsadzające głowę rozgrzewasz o kilka kresek rozszerzasz ospałe źrenice spokojna jak p...
nuda boi się twojego uśmiechu dogorywa ograbiona z potęgi kiedy łagodnymi palcami wplatasz barwy między popielate
porywa liść za liściem rozwiewa potargane myśli wyplątuje z włosów ostatnie promienie słońca gwiżdże do ucha że lato jak suchy liść umarło w kałuży błota
nie kradnij dla mnie nieba niedobrze mi w błękicie nie obdzieraj słońca ze złota podaruj lepiej wspólny skrawek świata jakikolwiek byle prawdziwy
kiedyś zniszczę stare pamiętniki spalę żywcem słowo po słowie ocalę tylko garść planów zapakuję starannie na później plamy na duszy wywabię jeszcze ciepłym popiołem może nie zostaną dziury na wylot
na samym dole jest ciemno chodzę tam czasem na spacer minąwszy ściany odrapane krzykiem odwiedzam stare pokoje zbieram skrawki wstydu które odpadły razem z tynkiem
landrynkowe opowieści nie osłodzą słonej twarzy ciepłe są wymowniejsze wystarczą żeby dusza na chwile skuliła się błogo w kłębek wiedząc że istnieje gdzieś światło
podeptane kneblowane wygodą żebrało o szansę odeszło do lepszej nawet nie zadzwoni nie zapyta czy człowieczeję czy zdziczałam do reszty
ściany pobielałe od nudy nie liczą na przesadne uniesienia odbijające się echem drżących nóg stołu szarość koronek na dnie szuflady intensywnieje od kłótni do kłótni i tylko żywopłot zachodzi w głowę uszczelnia prześwity w o...
zapłakane myśli szkicuję na kartce szukam w śmietniku podartego ko - cham ręce ciągle drżą niekłamanym strachem a ty każesz tak po prostu zapomnieć
chyba mi się śniłeś zeszłej nocy bo przez chwilę czerniało szczęściem zbuntowana kołdra nie chciała leżeć gładko oczy drżały pod powiekami ukryty między Shedar i Caph odszedłeś z poranną rosą a ja złakniona ciebie obudził...
ubrana tylko w twoje dłonie otulona etolą pocałunków czuję się piękna jak perła bez skazy skrywana przez ocean przed wzrokiem niegodnych
męskości poziom podnieść skory przywołał duchy późnej pory i ciemną nocą bez pruderii zażyczył z czystej fanaberii: '' chciałbym ażeby mój męski człon sięgał po ziemię dotykając doń '' widziadła pełne aprobaty rychło sp...
wróciłeś do zburzonego życia pozbyliśmy się gruzu żalu murowaliśmy namiętnością żeby lepiej trzymało mieliśmy już stan surowy nagle konstrukcja runęła zabrakło kawałka serca w fundamentach
Całujecie pierścień biskupa jakby był waszym bożkiem dlaczego nie pomodlicie się do niego dziękując za nowego mercedesa kościół nie musi kapać złotem Bóg nie kalkuluje nie wmawiajcie mi że co łaska to nie mniej niż pięćd...
mój strach przychodzi bez zaproszenia odczuwalny po cebulki włosów wysysa treść trzyma jak psa na smyczy każe patrzeć przez szare okulary na nic manewry wymijające jeszcze nie wie że planuję zamach stanu skopię mu tyłek i p...
mewy nie zmieniły się w skowronki nie rozstąpiło morze niebo nie opadło nawet o poziom czas nie oszalał i nie stanął w miejscu księżyc nie runął z wrażenia na ziemię nie było gorączki ani zimnych dreszczy tylko piasek we wło...
nie wpuściłeś mnie chociaż padało drzwi zamknąłeś na cztery spusty zaryglowałeś okna a ja głupia czekałam na progu ostrzyłam nozdrza łowiłam z powietrza twój zapach oczy syciłam rozmytymi śladami butów zazdrościłam kałuży...
ukarz mnie skrępuj mi ręce chcę być wobec ciebie bezbronna nie miej skruchy gryź wargi aż spuchną chwyć za włosy przygnieć z całej siły wedrzyj się we mnie najtwardziej jak potrafisz chce się tobą dusić kiedy będę ekspl...