zanim się wyplączę ze wspomnień zawierzę nadziei i na odległość wzroku do ciebie pofrunę zbyt mało we mnie siły by zapomnieć uciszyć myśli co odbijają się bluźniąc między kolejno odliczanymi porankami...
Utwory
czas nam umyka przez palce jak krople wody i obmywa nas z wszystkich marzeń z wszystkich złudzeń stajemy się niewzruszeni i chłodni jak posagi z martwymi zimnymi oczyma czekamy.... z ukrytą cicha nadzieją kamiennej twar...
tak chciałoby się głowę w poduszkę wtulić nocą nakryć ciszą odgrodzić od świata oddać na chwilę wyobraźni nie wstydzić się marzyć i płakać takiej nocy można wykrzyczeć najtajniejszą duszy tajemnicę nie bojąc się...
gdzie woda co mnie napoi gdzie chleb co nasyci mój głód gdzie źródła znaleźć gdzie młyna szukać co ziarno rozprószy na szczerość na szczęście na śmiech z cyklu "Tu i teraz"
wysokie silne opierają się wichurom dumnie podnosząc twarz po każdym policzku wiatru coraz wyżej czasem tylko płaczą cichym poszumem po każdej burzy piękniejsze silniejsze wciąż dumne tak bym chciała być sosną...