kroplami dni wpływam rzekami w przeszłość noce coraz cięższe z ciemnością na smyczy przechadzam się sobą lata świetlne stąd umierają słońca światłami w twoich oczach liczyłem kroki do ciebie dwanaście i trzy gwiaz...
Utwory
tysiącem kilometrów przez okno na czas śladem wygodnie odbitych kolorów dokładnie tyle ile potrzeba ciepła kosztuje kolejny cień w sekrecie twarzą do ciebie czerwienię się po lewej
brak miejsca na czas chować w kieszeniach barwy pieczętowane uściskiem dłoni unieść zapachem zdecydowania nie patrzysz już "tak" jak czytać w języku wiatru zbierać myśli i stopnie w jednakowe ramy ktoś zajął miejsce c...
nie pamiętam jak dzieci po trawie i smaki prosto z drzewa widziałem jak wzrasta chyli się ku ziemi kiedy upadki cieszyły dmuchawcami we włosach startymi kolanami niech płonie niebo w marchewkowym uśmiechu nie zgini...
najmniejsze oddechem zaparowanej w połowie swojego znaczenia krótsze niż daję się udźwignąć na palcach policzyć drżenia dalej przez ciszę garbione na wschód wyraźnie nieważne dla ciebie
nie marnować czasu jak liść niechętny zimnym chodnikom by ulec pieszczocie wiatru ostatniej w doskonałości lotu nie słyszeć krzyku że to już koniec a zapach deszczem strojnej alei trzeba marzyć lepiej i w szczyty wr...
nim zostanie pamięć jeszcze smakować chwile słońce gasi żar nocy i kładzie spać marzenia czas uderza do głowy lumenami na suficie nie obchodzi już życie kiedy jesteś byłaś zapomniałem
ulica dawkowana żarzeniem spod lamp na twarze pod nogi zabrać garść do domu choć mróz wspina się po palcach do czerwoności odrętwienia nie zginąć w ciemności rozpoznać własny mrok ostatni raz zobaczyć siebie
ognista fontanna słońc odbitych w atomach w niewoli podmuchów i chłodu w formach kreślonych tańcem fałszywe kroki jaśnieją wzbijają kłęby znikają horyzontem czerwienią stukotem na kamiennej drodze
przyszedł i mówił inaczej o wolności mój kubek już nie był mój moja miłość nie była moją sprzedałem smak i słuch obraz znad łóżka nikt się nie uśmiechał nikt nie chciał uciekać ciemność nie ma źródła jest brakiem...
nie przez chwilę co pędzi promieniem słońca źrenicą kolorem ty cieniem wcięciem w talii bezśmiechem hamujesz kolejną epokę
zasypane pod szyje szczelny prawie chitynowy pancerz lavabo manus meas gdzie zderzają się atomy ścierają komórki pękają płytkie warstwy dłoni rzucane nie na oślep znaki chrzczą ściślej nie ma miłości bez dotyku
bladością rzednieją resztki mgieł spod okna czarno-białe miejsca w kątach spuszczone głowy latarni obnażają pustkę ulic gdy światło razi w oczy ciemność czai się w zaułkach
nic poza tobą w milczeniu mgieł lejących mleko poza horyzont dachów nic poza tobą wśród małych kropelek kwitnących ku wierzchowi ulicznych naczyń szum w nadgarstkach tłoczy błękitne impulsy myśli na zewnątrz dłoni...
po tobie kontury słów kreślone przez dłonie i włosy ulewy zza okna skrzypienie podłogi wiśniowa plama na czwartej stronie kalendarza nasze zamienione w moje wieczory i parki kubki bezkofeinowej w rękawie nadal twój...
w rozplocie słów spojrzeń pośrodku między rysami na opuszkach palców zwiedzających granice długości i szerokości serca z drzew pożółkłe pod nogami
z nożem w lewej kieszeni jednak w porę nie odcięłaś mnie z drzewa liście nadal malują zielenią woda rumieni się słońcem i tylko księżyc szepce gwiazdami o tych latach z naszych zamków na piasku pozostały jedynie ślad...
wypłowiałe oczy w lustrze twarz sieroca samotność nie jest powodem do miłości w ogóle nie jest powodem jest płynem wypełniającym płytkie naczynka dni i nocy a jego gorzkie hektolitry da się przełknąć tylko we śnie za...
woskowe oczy znaczą wszystkie klucze wyzwolone z powiek niespełna rzęs nieświadome że drzwi zostały zatrzaśnięte poparzone dłonie zastygają w lepkiej polewie grymasów twarzy nie będzie nie wrócisz mi czasu dłoni nie...
nie dogasło jeszcze słońce a wieczór już zatacza się za oknem nie było dziś wystarczająco ciepło by wysuszyć myśli po ostatniej nocy kiedyś zaplotłaś moje palce w swoje wiklinowe włosy odkąd skupiam się na destylacji cza...