chciałaby uciec nie może dzień zmierzchem się kładzie drogę zgubiłaby psy ujadają tuż obok ruch stopy prowokuje do kąsania
Utwory
Wezuwiusz drzemie drapieżnik zmyślnie przykryty lodem pułapka żarem wrząca jeszcze krok wchłonie mnie uśpiona lawa
pierwsze będzie A podchody czułe szybko wskoczy Z łóżko z miłosnym bólem
dałam ci puzzle podobno lubisz zabijać czas początek odkrywania obrazka ty już znudzony do złożenia serca nawet się nie zabierasz
tak po prostu napiszę do ciebie zmierzchem a może porankiem słabości dłoni nie poczujesz tylko mnie jest dane drżeć
Wyodrębnię własne DNA tylko Y dołożę dla draki mam nadzieję,że sklonuje się facet nie byle jaki. W ekstrakt na szybkie dojrzewanie wmontuje go skrzętnie, będę go pielęgnować od świtu bladego namiętnie. Gdy dojrzeje,...
Lubię ostry posmak chili, chrzanu ogień czuć w żołądku, pieprzu ziarna gryźć powoli, od początku do początku. Na nic jednak te wywody, nie rozwinę dalej wątku nici z doznań ekstremalnych, gdy zbyt dużo masz rozsądku
tuli anioł człowieka ten z ramion się wymyka zbawianiem znużony w diabli uścisk wnika
zmieniające świadomość narkotyczne słowa w bagiennym potoku czekają na poszukiwacza gorączkującego samorodne drobiny ciężkie zarazem lekkie bezsensownie sensowne ekstremalnie wynaturzone migocą zalotnie łechcą sp...
wspomnienia worek bez dna grzebię za czymś bezpowrotnym wyłuszczę troszkę wyblakłych kolorów do życia pod zamkniętymi powiekami nabiorą intensywności cóż,że złudnej
pustka toksyczny wyciek z tankowca przenoszony na niemrawych grzbietach sekund godzin dób oblepia mazistą czernią obojętności
Znam takie miejsce, gdzie but w podmokłej czerni zatapia się i grzęźnie. Drzewa liśćmi nie szepczą, tylko stoją, zawzięcie milczące. W zawisłym półmroku duszącą wilgocią nasiąkniętym, zalani błotnistym strumieniem,...
kap... krople ignorancji... kap,kap... krople osaczenia... kap,kap,kap... krople nienawiści... kap,kap,kap...krople... skalną strukturę miłości pokonała zjadliwość cieczy
ktoś oderwał skrzydełka jestem... motylem czy muchą... nie pamiętam szok pourazowy trochę boli przy głębszym wdechu e tam... podobno zdrowiej chodzić niż latać
Rósł powoli... chłonął strach, gniew, smutek karmiciela. Kleszczami cynizmu wpił się w empatię, zatruwając szczepami nieuleczalnych wirusów. Mutacja nieodwracalna, odczłowieczenie.
Na huśtawce bujanie... kochanie, niekochanie. Smak miłosnej dwoistości, słodko- gorzkim niech się stanie. Gibie więc się Krysia, Adaś i Marcysia. Rysiu też chce być wahanym, więc zawołał Zdzisia. I tak z euforii w...
Kiedyś umiał Pan rozśmieszać. Ni stąd,ni zowąd żart wymyślny wskrzesić. Teraz melodia jakaś rozsypana. Żarty jak wyciśnięte w imadle. Brak im polotu, smaku i subtelności. Niczym śrut ołowiany małe i ciężkie. Zatruciem...
Trafiło się coś... kiedyś... rożnie nazywane. Tęsknota wypalała podbrzusze Serce arytmicznie biło, nad wyraz zdrowe. Śmiech turlał się po dywanach i trawach. Czułość tuliła, zaskakując spontanicznością. Późnie...