i miast za włosy
przecie dłuższe
one anielice
wzięły się za cyce
a tłum wył z uciechy
powiadając wice
na co pan przyjezdny
do krwie zdziwiony
jezyk w gębie stawiwszy
prawił farmazony
wiele wersji
kontrowersji
nietolerancji wzloty
najwięcej zacietrzewienia
morze głupoty
czasami perełka opluta
brana z buta
a wszystko
w zazdrości sosie
że niby nie
a muchy w nosie
no dal...
lubię te swoje choć proste
lubię choć nazwa ich zwykła
naiwne i częstochowskie
ot tak wena mię bzykła
kropków i kresków nie różni
ni wsadzić ich gdzie sposobu
chcesz swoje sztucznie ujmij
waż...
ot i się naczytałem
wymiękłem i spotniałem
wszak wszystko do bani
żem nie poeta ani ani
ubieram więc włosienicę
wczołgiwam się pod schody
niech przed innymi klękają narody
a co by tam chciał
gdyby potrzebę miał
a co by umyślił sam
czy powiedział by nam
a jak by powiedział co
to łał!
czy tak by chciał
no wie kto
a tak to
domysły zostają
tak mają
kochaj swoje bo uczone
obrobione ponad miarę
jakoś takoś udrętwione
wena karze ci na karę
nie zabraniaj zaś drugiemu
mówić co chce od niechcenia
robić swoje po ichniemu
innym nie chcesz sobie...
zdobył się na odwagę
na chwilę
nie bardzo docenił wagę
zachował się był jak byle
nie wart król swego dzieła
nie zdzierżył wymazał
zalążek jakiś myśl beła
karłem się był okazał
nie uszanowa...
a gdy nam przyjdzie wyjechać
drzwi nie zamkniemy od domu
nie mogąc nawet narzekać
wsiądziemy wnet do wagonu
a on nas powiezie w krainy
gdzie smutki nieznane są wcale
gdzie żalu nie ma i kpiny...
mów a ja posłucham
mów kiedy chcesz byle do mnie
mów ja pozbieram do ucha
i nawet nie musi być o mnie
mów choć mam tego w nadmiarze
mów ja zbiorę to w całość...
spotkałem przy drodze nic
nic nie mówiło
było
ot tak sobie leżało
nie by zaraz jaśniało
nawet nie przeszkadzało
no było
zaczęło mi się robić żal
no nic też by jakoś chciało
choćby kogoś na pa...